Chemia i Biznes

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności Cookies"

Rozumiem i zgadzam się

Konfiguracja makiety

Szara strefa w gospodarce odpadami to skutek zaniedbań państwa, a nie działalności przestępczej

2026-08-03

Nieformalny obieg odpadów, „papierowy" recykling i handel dokumentami potwierdzającymi recykling nie rozwijają się wbrew państwu, lecz w lukach, które ono samo pozostawiło. Z najnowszego raportu Warsaw Enterprise Institute wynika, że źródłem szarej strefy w gospodarce odpadami nie jest brak przepisów, ale ich nadmiar, niespójność i wieloletnia bierność organów powołanych do ich egzekwowania. Państwo nie potrafi dziś nawet wiarygodnie oszacować skali tego zjawiska, a planowana reforma, zamiast uszczelnić rynek, oddaje go pod kontrolę jednego państwowego monopolisty.

Skala problemu jest ogromna, choć, co znamienne, nikt nie potrafi jej precyzyjnie zmierzyć. Szacuje się, że poza oficjalnym obiegiem funkcjonuje od 30% do 40% całego rynku odpadów, wartego blisko 95 miliardów złotych. To ponad dwa razy więcej niż średnia dla całej polskiej gospodarki, w której szara strefa sięga około 18% PKB. Sama ta rozpiętość szacunków, licząca miliardy złotych, najlepiej pokazuje, jak słabo państwo panuje nad własnym rynkiem. Rachunek za ten nieład płacą ci, którzy grają uczciwie: rzetelne firmy, gminy i mieszkańcy.

Z analizy WEI wyłania się niepokojący obraz:

Państwo nie ma wiarygodnych danych o własnym rynku. Na budowę i utrzymanie Bazy Danych o Odpadach wydano blisko 77 milionów złotych, a mimo to raporty gmin i instalacji przetwarzających wzajemnie się wykluczają. System nie pokazuje, co naprawdę dzieje się z odpadami.

Najwyższa Izba Kontroli oceniła cały system miażdżąco, a wykryte nieprawidłowości wyceniła na ponad 639 milionów złotych. A to tylko wąski wycinek, który udało się skontrolować; rzeczywista skala marnotrawstwa pozostaje nieznana.

Koszty tej niewydolności już płacimy, i to z publicznej kasy. Z tytułu podatku od niepoddanych recyklingowi tworzyw sztucznych Polska przelała do budżetu Unii Europejskiej około 9 miliardów złotych, a gminy zapłaciły 82 miliony złotych kar za nieosiągnięcie wymaganych poziomów recyklingu.

Nieszczelny system realnie szkodzi środowisku. Między 2016 a połową 2019 roku spłonęły 622 składowiska odpadów, bo, jak szacują biegli, na jednym pożarze nielegalnego wysypiska zorganizowana grupa potrafi zarobić od 5 do 10 milionów złotych. Podpalenie bywa po prostu opłacalne.

Oficjalne statystyki oderwały się od rzeczywistości. Za 2022 rok Polska wykazała stuprocentową selektywną zbiórkę plastikowych butelek, wynik, w który trudno uwierzyć w kraju bez skandynawskiej infrastruktury kaucyjnej, a którego mimo to nikt na żadnym szczeblu nie zakwestionował.

Zamiast naprawiać system, rząd chce go scentralizować. Projekt ustawy UC100 czyni z NFOŚiGW jedynego operatora rynku i wprowadza opłatę opakowaniową o cechach ukrytego podatku, maksymalnie 4,5 zł za kilogram opakowania, bez żadnego uzasadnienia, skąd akurat taka stawka.

Zdaniem Warsaw Enterprise Institute problem ma charakter ustrojowy, a nie techniczny. Państwo zadowoliło się rolą biernego poborcy sprawozdań, choć powinno gwarantować, że każdy wykazany w systemie kilogram odpadu rzeczywiście istnieje. Projekt UC100 tego nie zmienia. Powiela stare błędy, dokłada do nich monopol, który przed nikim nie odpowiada, i przerzuca ryzyko na gminy oraz mieszkańców. Ci ostatni zapłacą dwukrotnie: najpierw w wyższych cenach produktów, w które producenci wliczą nową opłatę, a potem w niezmienionym rachunku za wywóz śmieci.

Rozwiązaniem nie jest kolejna centralizacja ani nowa danina, lecz połączenie danych, którymi państwo już dysponuje. Urzędy mają przecież audyty recyklerów oraz dane kontrolne i skarbowe. Wystarczy je zestawić, wprowadzić ewidencję opakowań do BDO i poddać krzyżowej weryfikacji, żeby nadużycia wychodziły na jaw na bieżąco. Państwo ma być gwarantem rzetelności obrotu odpadami, a nie biernym świadkiem iluzji.


odpadyprawoWarsaw Enterprise Institute

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos  

Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.

Dodaj komentarz

Redakcja Portalu Chemia i Biznes zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu. Twój komentarz wyświetli się zaraz po tym, jak zostanie zatwierdzony przez moderatora. Dziękujemy i zapraszamy do dyskusji!


WięcejNajnowsze

Więcej aktualności



WięcejNajpopularniejsze

Więcej aktualności (192)



WięcejPolecane

Więcej aktualności (97)



WięcejSonda

Czy w Twojej firmie brakuje specjalistów z branży chemicznej (inżynierowie procesowi, chemicy, automatycy)?

Zobacz wyniki

WięcejW obiektywie